sobota, 29 grudnia 2012
"Gildia Magów"
*"(...) czasem istotne jest, komu się narazisz."
Tytuł: "Gildia magów"
Trylogia Czarnego Maga tom 1
Autor: Trudi Canavan
Wydawnictwo: Galeria Książki
Kategoria: fantastyka
Liczba stron: 520 (choć w mojej wersji pocket 478)
Jedna utalentowana dziewczyna, w dodatku mieszkająca w slumsach, może namieszać w głowach Magów z Gildii?
A owszem.
Wszystko zaczęło się pewnego zimowego dnia - w dzień Czystki. Jak co roku Magowie zebrali się, by z rozkazu Króla, oczyścić stolicę ze Złodziei. By zapobiec niepotrzebnym obrażeniom, spowodowanym przez rozgniewanych, zbuntowanych "wyrzutków" osłonili się oni magiczną tarczą. Tego dnia żadem z nich nie spodziewał się jednak, że zwykła bariera na nic się przyda. Wśród slumsów znajdowała się bowiem Sonea - młoda dziewczyna, nieświadoma tego kim jest i jak ogromny talent posiada. Za namową przyjaciół i by przy okazji "wyżyć" się na znienawidzonych magach, ciska w jednego z nich kamieniem, pragnąc, by przebił się on przez magiczną barierę. O dziwo jeden z pocisków uderzył jednego z magów w skroń. Wybuchły krzyki, wiwaty ludzi... Nikt bowiem nie zdawał sobie jeszcze wtedy sprawy z tego, że w Sonei moc ujawniła się SAMA , co wśród magów nie zdarzało się od bardzo dawna. Oznaczać to mogło jedynie jedno, że jeśli dziewczyna szybko nie skorzysta z pomocy Gildi, zniszczy siebie i przy okazji wiele istnień ludzkich. Bowiem ona jedna nie poradzi sobie z "ujarzmieniem" swojej magii!
Głowna bohaterka Sonea to kilkunastoletnia, młoda dziewczyna (z wyglądu bardziej podobna do chłopaka) która, przypadkiem odkrywa w sobie niezwykle potężną moc, którą z czasem coraz trudniej jest jej opanować. Pomóc może jej tylko inny, doświadczony Mag, a to oznacza, że musi przyjąć pomoc Gildii, której tak bardzo nienawidzi. Mało tego, w dzień Czystki, dziewczyna jest świadkiem śmierci młodego chłopca, którego Magowie przypadkiem pozbawiają życia. Sonea jest więc święcie przekonana, że podobny los spotka ją, jeśli trafi w ręce swoich "wrogów". Wraz z przyjaciółmi postanawia ukryć się przed Gildią, problem jednak w tym, że jej moc rośnie i coraz częściej mają miejsce pożary, spowodowane właśnie przez nią, a tylko na to czeka Gildia, bowiem właśnie w taki sposób mogą ją znaleźć.
Jak to wygląda z drugiej strony? Wcale nie tacy straszni Magowie nie śpią po nocach ciągle jej szukając, starają się ją do siebie przekonać. Zdają sobie sprawę z tego, że niekontrolowany i potężny talent może zagrozić nie tylko jego właścicielce, ale i całemu miastu.
Autorka ukazuje nam życie z perspektywy wielu bohaterów, przez co każdego z nich możemy lepiej poznać i zrozumieć ich postępki. To jedna z wielu zalet tej trylogii. Kolejny plus, to
ciekawi, zróżnicowani bohaterowie, którzy na długo zapadają czytelników w pamięć. Każdy znajdzie coś dla siebie. Główna bohaterka nie jest irytująca, jak to czasami w książkach bywa. Jej postępowanie jest uzasadnione i logiczne.
Sama fabuła: cud, miód i orzeszki! Czytelnik już na początku wczuwa się w akcję, kibicuje swoim ulubionym bohaterom, przeżywa wraz z nimi całą tę historię. Praktycznie cały czas autorka "dopina" nowe wątki i intrygi, a końcówka przyprawia nas o dreszczyk. Przyznam szczerze, że sama przeczytałam tę książkę w dwa (niecałe) dni i jestem z niej naprawdę bardzo zadowolona. Za co jednak jest 7/10, a nie 10/10? Ucieczka Sonei, po jakimś czasie, zaczyna być męcząca. Może to celowy zabieg, by i czytelnik poczuł, jak mogła mniej więcej czuć się bohaterka? Nie wiem, ale mnie to po prostu trochę denerwowało. Za to druga połowa książki, w której akcja to już na maxa się rozkręciła, po prostu mnie zachwyciła! Dlatego też "Gildię Magów" zaliczam do grona ulubionych.
Dodam jeszcze, że okładka, choć dość skromna, to rzuca się w oczy. Może właśnie tą skromnością? W książce dodatkowo zamieszczone są również mapki i słowniczek, co uważam za dodatkowy plus.
Na koniec chcę wam serdecznie, gorąco i w ogóle z całych sił polecić tę pozycję. Jeśli jesteście
zapalonymi fanami fantastyki i lubicie przy książce się odprężyć, zabawić i na chwilę oderwać
się od rzeczywistości, to "Gildia Magów" i w ogóle cała trylogia jest jak najbardziej dla Was!
Obiecuję, że nie będziecie się nudzić!
Ocena: 7/10
Cytaty:
"Moc nic nie znaczy, jeśli mag ma przegniłe serce"
"(...)najlepszym sposobem na to, żeby się do kogoś zakraść, jest nie skradać się."
"(...)w świecie polityki słowa są znacznie groźniejsze niż pałki czy magia."
"-(...)Jeśli zaniedbasz ciało...
-...to zaniedbasz również umysł"
*wszystkie cytaty pochodzą z recenzowanej książki
Skoro mam okazję, to pragnę Wam raz jeszcze życzyć wspaniałej, wręcz odlotowej zabawy sylwestrowej!
piątek, 21 grudnia 2012
"Folwark zwierzęcy"
"Jeśli bowiem wolność ma być dla nas z czymś równoznaczna, to przede wszystkim z prawem do głoszenia tego, czego inni nie chcieliby usłyszeć."
Tytuł: "Folwark zwierzęcy"
Autor: George Orwell
Wydawnictwo: MUZA
Kategoria: literatura moralistyczna/powiastka filozoficzna
Liczba stron: 136
"Folwark zwierzęcy" to kolejna książka, którą czytałam po części z przymusu. Jak to już bywa z lekturami szkolnymi w gimnazjum, nie zawsze są one dobrze dobrane i zazwyczaj uczniom trudno jest zrozumieć zawarte w niej prawdy życiowe i moralne. Tak, to właśnie jeden z takich przypadków.
George Orwell był nietuzinkowym pisarzem, nie bał się pisać prawdy, ukazywać coś takie jakie jest w rzeczywistości. "Folwark zwierzęcy" napisał w ciągu kilku miesięcy: od listopada 1943r. do lutego 1944r., ale drukiem ukazał się dopiero w sierpniu 1945r. Dopóki trwała II wojna światowa nikt nie zdecydował się na wydanie tej książki w obawie przed gniewem Stalina. Dla ludzi wtedy żyjących aluzja literacka była bardzo jasna i czytelna - nikt nie miał wątpliwości, że utwór jest alegorią rewolucji październikowej i tego wszystkiego co się działo w ZSRR po 1917r.
W zależności od tego jaką wiedzą i inteligencją czytelnik dysponuje, będzie na swój sposób odbierał treść utworu. Akurat w tym przypadku dzieło ma swoje drugie dno. Poza znaczeniem dosłownym posiada też znaczenie ukryte.
O czym wiec mówi książka? Na pierwszy rzut oka jest to historia zwierząt, żyjących na Folwarku Dworskim. Ich panem jest człowiek, niejaki pan Jones, który pewnego razu zaniedbuje swoje obowiązki względem zwierząt. Wybucha powstanie, w rezultacie człowiek zostaje wygnany, a dowództwo przejmują świnie. Ich początkowym celem jest stworzenie utopijnego świata, w którym wszyscy będą równi i szczęśliwi. Człowiek automatycznie staje się ich największym wrogiem, kimś do kogo nigdy nie powinny się upodabniać. Po krótkim czasie okazuje się jednak, że nic nie jest tak kolorowe, jak się na pierwszy rzut oka wydaje. Zaczyna się hierarchizowanie społeczeństwa: świnie wykorzystując ciemnotę zwierząt pozbawiają ich jakichkolwiek przywilejów zmuszając do ciężkiej pracy, terroryzują innych, niszczą symbole zwierząt, aż w końcu łamią wszystkie prawa i upodabniają się do człowieka.
Teraz wyobraźmy sobie, że bohaterowie książki to ludzie, którym miało być lepiej. Wiedzą on, że sprzeciw karany jest śmiercią, wiedzą, że jest im gorzej niż za dawnych czasów, wiedzą, ze pierwotne zasady demokratyczne w krótkim czasie zostały zmienione w dyktaturę i terror.
Książka chwyta za serce, moi drodzy. Wystarczy tylko postawić się na miejscu bohaterów, którym przyszło tak cierpieć.
"Folwark zwierzęcy" polecam czytelnikom, którzy dorośli do takich tematów i dla których nie będzie to tylko historyjka o gadających zwierzątkach.
Ocena: 6/10
*Cytaty:
"Człowiek jest naszym jedynym prawdziwym wrogiem. Usuńmy człowieka, a na zawsze znikną główne przyczyny głodu i pracy ponad siły."
"„Człowiek jest jedynym stworzeniem, które konsumuje, niczego nie produkując. Nie daje mleka, nie znosi jaj, jest zbyt słaby, by ciągnąć pług, nie potrafi dogonić królika. A jednak jest panem wszystkich zwierząt. Zapędza je do pracy, przydziela minimalne ilości pożywienia, by nie głodowały, a resztę zatrzymuje dla siebie.”"
"Dobry człowiek to martwy człowiek."
"Psy cyrkowe skaczą, gdy treser strzeli z bata, ale naprawdę dobrze wyszkolony pies wykonuje skok bez bata (..)."
"Czy nie jest zatem, towarzysze, jasne jak słońce, że całe zło naszego życia ma przyczynę w tyranii człowieka?"
"Człowiek nie dba o interesy żadnego stworzenia - wyłącznie o własne."
"Słabi czy silnie, mądrzy czy nierozgarnięci, wszyscy jesteśmy braćmi."
*Wszystkie cytaty pochodzą z recenzowanej książki.
Na koniec życzę Wam spokojnych, pogodnych i radosnych Świąt Bożego Narodzenia i Szczęśliwego Nowego Roku!
środa, 21 listopada 2012
"Wroniec"
"Posłuchajcie...
To nie zdarzyło się naprawdę..."
Tytuł: "Wroniec"
Autor: Jacek Dukaj
Autor ilustracji: Jakub Jabłoński
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Data wydania: 12 listopada 2009
Kategoria: fantastyka
Liczba stron: 248
Mały chłopiec Adaś jak dotąd prowadził w miarę normalne (jak na tamte czasy) życie. Miał mamę, tatę, wujka, babcię i małą siostrzyczkę. Wszystko się jednak zmienia tego jednego dnia, gdy niespodziewanie do ich mieszkania wpada Wroniec, porywa jego Tatę, rani Mamę, uprowadza Babcię, Siostrę i Wujka... Adaś musi uciekać.
W oka mgnieniu wszyscy jego bliscy znikają, a on zostaje sam z obcym mężczyzną - Panem Betonem i ogromnym pragnieniem odzyskania tego, co wydaje się teraz być na zawsze stracone.
Jak potoczą się dalej losy chłopca?
Czy odzyska rodzinę?
Jak zakończy się ta bajka?
"Wrońca" przeczytałam w pewnym sensie z przymusu. Początki zawsze bywają trudne i tak też było w tym przypadku. Ciężko mi było zatopić się w świecie Dukaja, może dlatego, że obce mi są opisywane tam czasy, a małym dzieckiem też nie jestem. Co jednak chwyta czytelnika za serce?
A otóż sam główny bohater i jego postawa wobec Zła - Wrońca. Chłopiec mimo swoich lęków wyrusza na poszukiwanie bliskich, przez co nie raz wpada w tarapaty. Poznaje okrutny bezlitosny świat PRL`u i mimo, że go nie rozumie, to odczuwa do niego niechęć, obrzydzenie. Siłą chłopca są jego słowa, bajkowe opowieści, dzięki którym zdejmuje złe czary, "uwalnia" świat. W końcu staję się one i jego zgubą. Bowiem nie wszystkie bajki kończą się dobrze.
Baśniowy świat Dukaja jest przede wszystkim niebezpieczny, fałszywy i szary. Wszędzie czają się pozornie Mili Panowie - Milipanci, nadające do Wrońca Szpicle, przerażające Złomoty...a w powietrzu czają się wstrętne Kruki. Adaś nie raz spotyka ich na swojej drodze i dzielnie stawia im czoła - coś w rodzaju pojedynku Dawida i Goliata. Pytanie jednak, czy i w tym przypadku
Dawid-Adaś wygra?
Jeśli jesteście ciekawi, to zapraszam do okrutnego świata, w którym rządzi Wroniec.
Ocena: 7/10
Cytaty:
"Leciał, a latanie jest dobre, latanie jest miłe, latanie jest słoneczne i ciepłe jak łąka w lecie."
"-Tata mówił, że gdyby Pan Bóg chciał, to by nam pomógł.
-Pomaga.
-Wroniec jest silniejszy.
-Wroniec też umrze. To wszystko przeminie, Adasiu. Nie będziemy nawet pamiętać."
"Adaś (...) wiedział, że księża opowiadają o różnych dziwnych rzeczach, których naprawdę nie ma, tylko że nie można mówić, że ich nie ma."
"Czemu dorośli nigdy nie mówią dzieciom, co naprawdę się dzieje? Dlaczego dzieci muszą żyć między Tajemnicami, Strachami i Potworami?"
"Pamiętaj za kim Stoisz."
"– Bajki zawsze kończą się dobrze – powiedział cicho.
– Bajki kończą się smutno."
*wszystkie cytaty pochodzą z recenzowanej książki
niedziela, 18 listopada 2012
Ogłoszenie!
Zapewne już odczytałeś, drogi czytelniku, ogłoszenie na blogu
lampone-alice.blog.onet.pl .
A jak nie to zapewni zaraz to zrobisz. Jak już tak wspominał mój nieistniejący parobek (;p)
założyłam nowego bloga z recenzjami.
Powody;
1. Onet mnie wkurza. Żeby głupią notkę dodać, trzeba czekać nawet pół godziny. Nie wspomnę o zmianie szablonu, bo tego to się w ogóle nie da zrobić, albo da, ale trzeba się przy tym psychicznie wykończyć.
2. Blogspot ma fajniejszy klimat. A atmosfera bloga się liczy...I w ogóle jest łatwiejszy w obsłudze.
3. Potrzebowałam jakiejś zmiany. A jak natrafiła się okazja, no to cóż...
Na dole umieściłam wszystkie recenzje swojego autorstwa, które opublikowane są również na dawnym blogu. Na razie niech tam siedzą. Malinka ("jeśli ją natchnie") może kiedyś zajrzy i tutaj, coś napisze, oceni, zrecenzuje... Chętnie przyjmę jej ciężką robotę. Wiem, że ma napięty grafik i życzę jej powodzenia w szkole. Ja zaś jeśli tylko znajdę minutkę i oczywiście zapoznam się z jakąś nową książką, to migiem napiszę recenzję. Zaczynam tym żyć ;). O czymś jeszcze zapomniałam? ach, tak;
Witaj w moim świecie!

A jak nie to zapewni zaraz to zrobisz. Jak już tak wspominał mój nieistniejący parobek (;p)
założyłam nowego bloga z recenzjami.
Powody;
1. Onet mnie wkurza. Żeby głupią notkę dodać, trzeba czekać nawet pół godziny. Nie wspomnę o zmianie szablonu, bo tego to się w ogóle nie da zrobić, albo da, ale trzeba się przy tym psychicznie wykończyć.
2. Blogspot ma fajniejszy klimat. A atmosfera bloga się liczy...I w ogóle jest łatwiejszy w obsłudze.
3. Potrzebowałam jakiejś zmiany. A jak natrafiła się okazja, no to cóż...
Na dole umieściłam wszystkie recenzje swojego autorstwa, które opublikowane są również na dawnym blogu. Na razie niech tam siedzą. Malinka ("jeśli ją natchnie") może kiedyś zajrzy i tutaj, coś napisze, oceni, zrecenzuje... Chętnie przyjmę jej ciężką robotę. Wiem, że ma napięty grafik i życzę jej powodzenia w szkole. Ja zaś jeśli tylko znajdę minutkę i oczywiście zapoznam się z jakąś nową książką, to migiem napiszę recenzję. Zaczynam tym żyć ;). O czymś jeszcze zapomniałam? ach, tak;
Witaj w moim świecie!

"Pamiętnik z powstania warszawskiego"
"Dla Polski Warszawa przede wszystkim paliła się."
Tytuł: "Pamiętnik z powstania warszawskiego"
Autor: Miron Białoszewski
Wydawnictwo: ALFA
Ilość stron: 200
Kategoria: biografia/autobiografia/pamiętnik
Parę lat temu zastanawiałam się jak wyglądała II wojna światowa i m.in. powstanie warszawskie.
W szkole dowiedziałam się o tym kilku szczegółów. Wyobrażałam sobie młodych ludzi walczących z wrogiem, kobiety opatrujące rannych, zabiegane, zapracowane łączniczki... Wiedziałam kiedy wojna wybuchła, kiedy się skończyła, ile ludzi zginęło. Dzięki tej książce mam znacznie inny pogląd na te tragiczne wydarzenia. Powstanie widzę teraz oczami cywila, zwykłego człowieka, starszego mężczyzny, który chce jakoś przetrwać, młodej dziewczyny, która mimo sytuacji, w której się znalazła, chce kochać, dziecka, które nawet podczas wojny potrafi się cieszyć i w miarę możliwości normalnie funkcjonować.
Styl Mirona Białoszewskiego można albo lubić, albo nienawidzić. Ja zdecydowanie należę do pierwszej z grup. Ogólnie nie przepadam za książkami o tematyce wojennej, ale ta wyjątkowo mi się spodobała. Dzięki "pokaleczonemu językowi" świetnie wczułam się w akcję, oczami wyobraźni widziałam spadające bomby, "berty", "szafy", "koty", ludzi modlących się w schronach, wypady po wodę i żywność, i wiele, wiele innych sytuacji.
Praktycznie na każdej stronie książki wyczytujemy (głównie negatywnych) emocje, które targają narratorem. Lecz mimo tego, od czasu do czasu ukazuje on nam pozytywne strony powstania - pojednania ludzi, radość z najdrobniejszych rzeczy i ogromną chęć życia.
Szkoda, że w gimnazjum omawiane są tylko krótkie fragmenty tego wspaniałego dzieła, bowiem zniechęcają one uczniów do zapoznania się z ową lekturą. Czytelnik nie ma więc możliwości "wtopić się" w oryginalny styl Białoszewskiego.
Podsumowując całość - Polecam serdecznie!
Ocena 8/10
Cytaty:
"Śmierć była zasadą. Największą możliwością. Prawie jedyną! Prawie jak sto procent.(...) Ale czy to
w porządku, jak kto ginie? Nawet jak dziesięć osób tylko?"
"Swoją drogą, musieliśmy wtedy wyglądać dziwnie. I cywile. I powstańcy. Nie byli znowu wcale do siebie tacy niepodobni. Wszyscy ludzie, co wyłazili wtedy z Warszawy, byli do siebie podobni i zupełnie niepodobni do innych."
"Wyobrażanie sobie, co może być albo co na pewno będzie za chwilę, zajmowało chyba połowę myślenia.(...)Resztę dopychały wspomnienia. Trudno mówić "wspomnienia" w ścisłym sensie. Bo i te z przedednia. I sprzed godziny. I te z Woli, i ze świeżej Mostowej. To wszystko się mędliło. W kółko. Razem z tymi właśnie możliwościami, co może być. Na tle tego, co się działo. No i oczywiście musiała być luka na gadanie. I to jeszcze jaka duża. Z tym, że gadanie było właśnie na te tematy. Główne."
"I wydawało się, że już cała lata tego za nami, i co przed nami?, że nic innego nie było i nie będzie,
tylko powstanie. Którego nie można było dłużej wytrzymać. Każdego dnia nie można było dłużej. Potem każdej nocy. Potem każdych dwóch godzin. Potem każdych piętnastu minut. Tak. Liczyło się czas bez przerwy."
"Przyznam się, że od dawna nie lubiłem 1 września. Może to zrobiła szkoła, a człowiek wmawia w siebie przeczucia? A może ten dzień naprawdę miał w sobie długo przedtem niepokój? Prawie na pewno miał."
"...moda na pędzenie była cały czas wszędzie. Bo chodziło nie o modę, ale o obstrzał, pośpiech i naloty. No i niecierpliwość. W końcu."
"Już wiedziałem, że ten spokój lada chwila się skończy.(...)Czyli czwarty raz to samo. I znowu trzeba będzie zacząć godzić się ze śmiercią. Albo z urwaniem ręki czy nogi. To, że ktoś z nas zginie, to się nie myślało, że osobno. Zawsze myślało się, że się zginie razem."
"A więc to koniec?(...) Wierzyło się, że nic złego nas nie czeka, chciało się w to wierzyć, bo się
miało dość i powstania, i wojny w ogóle, i nienawiści, i zabijania, i ginięcia. Nagle - zachciało się-
wszystkim - żyć! Żyć! Iść! Wyjść! Popatrzeć! Na słońca. Normalnie."
Na dziś kończę. Postaram się jak najszybciej przeczytać "Wrońca" - J. Dukaja.
Pozdrawiam i do następnego razu.
Ashera
* wszystkie cytaty pochodzą z recenzowanej książki
"Ziele na kraterze"
"Bo cóż znaczy świat, choćby najkolorowszy? Zawsze go bije pulsowanie własnego małego kąta na ziemi."
Tytuł: "Ziele na kraterze"
Autor: Melchior Wańkowicz
Wydawnictwo: PAX Warszawa
Ilość stron: 422
Kategoria: literatura dziecięca/młodzieżowa (z czym się nie zgodzę)
"Ziele na kraterze" to powieść Melchiora Wańkowicza napisana w 1951, a opublikowana w 1957. Główny wątek to dorastanie córek autora: Krystyny i Marty (Tili). Książka prowadzi przez śmieszne,
nieraz i wzruszające wspomnienia rodzinne, przez postacie zagubione w zapadłych kątach.
Książka ma charakter wspomnieniowej gawędy, dlatego rzadko się coś ciekawego dzieje. Praktycznie przez około 380 stron czyta się o dorastaniu dwóch dziewczynek. I niestety akcja zaczyna się pod koniec, gdzie opisane jest powstanie warszawskie, w którym udział wzięła jedna z córek autora. Tak wiec nuda.
Kolejna sprawa; to wszystko wydaje mi się przesadzone. Prawie idealna rodzinka (choć zapewne w
rzeczywistości nie było tak kolorowo), wszystko rewelacyjnie się układa, mimo że King (ojciec - autor) to cholernie wymagający człowiek...za bardzo nawet. Mnie by tam w tym domu szlak trafił. Na pochwałę zasługuje postawa pani Zofii - kobieta niezwykle łagodna względem swoich dzieci i chyba dzięki niej jakoś się ta atmosfera trzymała. Niestety po przeczytaniu tej książki miałam wrażenie, że pan Melchior to strasznie oschły człowiek.
Pan Wańkowicz zaskoczył mnie jednak tym, że te ostatnie kilkanaście stron, dotyczących powstania,
wyszło mu najlepiej, mimo że on sam nie brał w nim udziału, a wiedział na ten temat tyle co z opowieści i relacji żony.
Podsumowując całość; powieść nie powinna trafić do rąk młodych ludzi, bo prawdopodobnie tak jak ja, nie wyciągną z niej odpowiednich wniosków. To książka dla ludzi, którzy mają jakieś pojęcie o wojnie, coś się o tym uczyli i potrafią dopasować fakty do tego co napisał Wańkowicz.
Jest jednak coś, za co każdy może podziwiać bohaterów powieści - to, że mimo trudności życiowych związanych z wojną, starali się oni żyć w miarę normalnie i cieszyć się z każdych chwil, wiedząc, że mogą to być ich ostatnie godziny.
Ocena: 2/10
Cytaty z książki:
"Mama to miękkie ręce, Mama to melodyjny głos, to chuchanie na uderzone miejsce. Mama to samo dobro i sama przyjemność, coś, co dobrze jest mieć w każdej chwili życia koło siebie, dookoła siebie, gdzieś na horyzoncie. A jednak równocześnie Mama to szereg praw, niezłomnych „pójściów spać”, okropnych „proszę to włożyć”, Mama to szorowanie ostrym ręcznikiem, to godziny odmierzone, żywot przyjemny, życzliwy, słoneczny, ale bez niespodzianek i zanadto świątobliwy. "
"Poczułem, że piękna nie należy przeżywać, że pięknem należy żyć. Piękno musi być jak powietrze - potrzebne i nieuświadamialne, póki jest."
"Tata wpada w zachwyt. To właśnie jego zasada: nigdy nie walczyć z pokusami, bo jeśli się im ulegnie, to się osłabia charakter."
"...alkohol wyzwala człowieka..."
"Żeby człowieka ocenić, należy z nim zjeść beczkę soli. Taki jest zmienny i różnoraki. A czyż książka jest inna? Tylko że książki trzymamy w straszliwym obozie koncentracyjnym, okrutnie poklasyfikowane. Ludzie w takimże obozie, topornie posegregowani kolorami naszywek na pięć kategorii: polityczny, złodziej, prostytutka, alkoholik, zboczeniec - już wydawali się pięciokrotnie mniej skomplikowani. A ileż więcej nalepek ma książka: nalepka imienia autorskiego, nalepka tematyki, nalepka gatunku literackiego, nalepka aktualności, nalepka przynależności ideologicznej, nalepka wydawcy, formy graficznej, papieru, czcionek, oprawy, impresja oceny, rzadkości, numerowania, okoliczności wydania."
"Bo nic nie znaczy wola, rozum, serce ludzkie, gdzie nie ma dobrego układu sił..."
"Pan Wołodyjowski"
"-Przykładów trzeba - rzekł - przykładów co dzień, które by w oczy biły."
Tytuł: "Pan Wołodyjowski"
Autor: Henryk Sienkiewicz
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Kategoria: Powieść historyczna
Trylogia Sienkiewicza cz. III
Wszystko zaczyna się tak niewinnie, w Wodoktach, gdzie żyją Kmicicowie, którym Charłamp donosi
o śmierci narzeczonej Wołodyjowskiego. W dodatku biedny Michał Wołodyjowski z rozpaczy pragnie zaszyć się w klasztorze. Dzięki Bogu wyciąga go stamtąd stary przyjaciel - Pan Zagłoba. I bardzo dobrze, bo niebawem "Mały Rycerz" poznaje dwie urocze damy; Krzysię i Basię...
W końcu wraz z jedną z nich się żeni, niestety Ojczyzna wzywa, więc Michał zabiera żonkę "w pole" ze sobą. Niebawem jednak rozpętać się ma straszliwa wojna z Turkami. Jaki będzie jej finał? Tego dowiedzieć się już musicie sami.
Fabułą jest dość wartka i wciągająca, choć przeciętnego gimnazjalistę wątpię by szczególnie zaciekawiła. Pojawiają się tu niespodziewane zwroty akcji, opisy bitew (co ja akurat ubóstwiam), wątki miłosne, cudowne opisy tamtejszych polskich fortec, konfliktów i samej szlachty.
Głównym bohaterem jest oczywiście tytułowy Pan Wołodyjowski - odważny rycerz, szlachcic, z wąsem (którym aż zbyt często kręcił). Człowiek patriota, gotowy oddać życie za honor, wiarę i Ojczyznę. Niemało przeżył i swoje widział, dlatego idealnie radził sobie na polu bitwy, przez co był postrachem dla wrogów i przykładem dla współbraci.
Ketling - dobrze wychowany Szkot. Nie tylko urzekał słowem i swoją postawą na co dzień, a i niezgorsza władał szablą. Wspaniały artylerzysta. Zdecydowanie mój ulubiony bohater w tej oto powieści i przyznam, że naprawdę ciężko mi się z nim rozstać.
Basia i Krzysia - dwie wspaniałe kobitki, ale różne jak Piekło i Niebo. Ta pierwsza nazywana była żartobliwie "hajduczkiem", uwielbiana od początku przez pana Zagłobę, który kochał ją jak swoje rodzone dziecko. Młoda dama zachowywała się czasami trochę nieprzyzwoicie...jak na kobietę, ale mimo wszystko bardzo, ale to bardzo przypadła mi do gustu. Była przede wszystkim silna psychicznie i niezmiernie odważna. Krzysia zaś istny anioł, choć swoje słabości miała. Jednak gdy coś się zaczynało chrzanić, zamykała się w sobie, z czego wynikły niemałe problemy.
Reszta bohaterów równie zaskakująca - choćby sam Muszalski - "pan Muszalski, łucznik niechybny, ale i w ręcznym spotkaniu harcownik wyborny". Pan Zagłoba - przyjemny, żartobliwy staruszek. Kolejny pan Skrzetuski, pan Nowowiejski (który niestety na końcu utracił moją sympatię), okrutnie zakochany w Basi Azja Tuhajbejowicz, człowiek niezwykle brutalny... i wielu, wielu innych.
Zakończenie powieści niezwykle, ale to niezwykle wzruszające, wręcz przejmujące. Dzięki temu
książka na długo zapada w pamięć.
Polecam ją więc nie tylko miłośnikom historii, ale i patriotom. Takim moim marzeniem byłoby, gdyby ta powieść trafiła jakimś cudem do rąk wielu młodych ludzi, by mogli oni nauczyć się nie tylko miłości do Ojczyzny, prawdziwego męstwa, ale również dlatego, by zaczęli oni w końcu traktować kobiety z należytą im czcią i szacunkiem, jak to bywało dawniej.
Należy się nam to drodzy panowie!
Ocena: 6/10
Cytaty z książki:
"-Siła ja wytrzymać umiem. Gorzej żyć w niepewności..."
"Żona pierwsza niż najlepszy przyjaciel..."
"– A jednak – zaczął znów rycerz – jeśli miłować ciężko, to nie miłować ciężej jeszcze, bo kogóż bez
kochania nasyci rozkosz, sława, bogactwa, wonności lub klejnoty? Kto kochanej nie powie: „Wolę cię niźli królestwo, niźli sceptr, niźli zdrowie, niźli długi wiek?...” A ponieważ każdy chętnie by oddał życie za kochanie, tedy kochanie więcej jest warte od życia..."
"Ale jak sobie co baby wbiją w głowę, obcęgami nie wyciągniesz."
"Cóż bowiem są smutki, jeśli nie myszy, które gryzą ziarna wesołości złożone w naszych sercach?"
"Głupi, kto smutki prowiantuje, zamiast je o głodzie trzymać, żeby bestie zdechły jako najprędzej!"
"Każda radość krucha na tym świecie."
"Kochanie to niedola ciężka, bo przez nie człek wolny niewolnikiem się staje. Równie jak ptak, z
łuku ustrzelon, spada pod nogi myśliwca, tak i człek, miłością porażon, nie ma już mocy odlecieć od nóg kochanych. Kochanie to kalectwo, bo człek, jak ślepy, świata za swoim kochaniem nie widzi. Kochanie to smutek, bo kiedyż więcej łez płynie, kiedyż więcej wzdychań boki wydają? Kto pokocha, temu już nie w głowie ni stroje, ni tańce, ni kości, ni łowy; siedzieć on gotów, kolana własne dłońmi objąwszy, tak tęskniąc rzewliwie, jako ów, który kogoś bliskiego postradał. Kochanie to choroba, gdyż w nim, jako w chorobie, twarz bileje, oczy wypadają, ręce się trzęsą i palce chudną, a człowiek o śmierci rozmyśla albo jak w obłąkaniu ze zjeżoną głową chodzi, z miesiącem gada, rad miłe imię na piasku pisze, a gdy mu je wiatr zwieje, tedy powiada "nieszczęście" i ślochać gotów.(...) A jednak jeśli miłować ciężko, to nie miłować ciężej jeszcze, bo kogóż bez kochania nasyci rozkosz, sława, bogactwa, wonności lub klejnoty? Kto kochanej nie powie: "Wolę cię niźli królestwo, niźli sceptr, niźli zdrowie, niźli długi wiek? " A ponieważ każdy chętnie by oddał życie za kochanie, tedy kochanie więcej jest warte od życia."
"Na starość kochające serca tak człeku miłe jako ciepły przypiecek."
"(...) nic nie może być milszego niewieście nad sławę męża, zwłaszcza gdy brzmią nią usta ludzkie
w wielkim grodzie."
"(...) wesołość znak zdrowia."
"-Czasami to jednak i tak bywa (...)że właśnie największa przyjaźń w największą zawziętość się przeradza."
"Za moich czasów szło się do dziewki i mówiło jej się w oczy tym rytmem: „Chcesz, to będziem żyli w kupie, a nie, to ja cię nie kupię!” I każdy wiedział, czego się trzymać... "
"(...) zbytnia słabość w amorach tylko zgryzot przyczynia."
"Nieraz w uczuciach ludzkich coś się tak nieznacznie, jakoby maluchny cierń kłuje i z czasem albo się goi, albo też jątrzy coraz bardziej i choćby największą miłość bólem i goryczą zaprawia."
"U Polaków (...) zabawy nigdy nie odbywają się bez wrzawy i hałasu." - i do dziś się to trzyma!
"Każden ma inna naturę. W jednego, owo, tak nieszczęście uderzy, jakobyś, figuraliter mówiąc, kamień w rzekę wrzucił. Nibyć to woda po wierzchu płynie, a przecie on tam na dnie leży, a bieg przyrodzony hamuje, a zawadza, a tak okrutnie rozdziera, i będzie leżał, będzie rozdzierał, póki wszystka woda do Styksu nie spłynie! (...) ale takim gorzej na świecie, bo w nich i boleść, i pamięć nie mija. Inny zasię eo modo klęskę przyjmie, jakobyś go pięścią w kark huknął. Zamroczy go zrazu, potem przyjdzie do siebie, a gdy siniec zgoi, to i zapomni. Oj, lepsza taka natura na tym pełnym przygód świecie." - świetny :)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.





