sobota, 13 września 2014

"Wołanie z mroku" (recenzja)



Tytuł: Wołanie z mroku
tom 2 serii
Autor: Marjorie M. Liu
Wydawnictwo: AMBER
Data wydania:  2011
Ilość stron: 336
Kategoria: fantastyka


*"Czasami trzeba ryzykować życie,
żeby sprawdzić jakąś teorię."


Przygód Maxine Kiss ciąg dalszy. Dziewczyna z demonami stara się rozwikłać
kolejne zagadki, których - jak na złość - więcej przybywa niż ubywa,
a czytelnik wraz z nią przemierza mroczne Seattle plus kilka innych wymiarów,
by dowiedzieć się prawdy...

Pierwsza rzecz, która od razu rzuciła mi się w oczy to próba dopracowania bohaterów.
Czy wyszło to autorce? Tak i bardzo się z tego powodu ucieszyłam, bo okazało się,
że Maxine wcale nie jest idealna, ma swoje wady i słabości, myśli i czuje jak
zwykły człowiek, jest ciekawa świata, pragnie poznać prawa rządzące ludzkim i
demonicznym światem. Jeśli już wspominam o światach - również one zostały lepiej
opisane, bo w końcu czytelnik dowiaduje się o co chodzi z tymi "innymi wymiarami"
i tajemniczym Labiryntem. Dodatkowo autorka przedstawia tu ciekawą wizję
stworzenia rasy ludzkiej, ale więcej na ten temat zdradzać nie będę.



Jest jednak jedna rzecz, która obniża moją ocenę książki - nudna akcja. Paradoksalnie
bardzo dużo się dzieje, bohaterka nie ma ani chwili wytchnienia (jak ona to
wytrzymuje!?), ale to wszystko nie przynosi jakiś większych skutków,
nie jest to konkretne działanie - ot, kolejny zombie-demon do zabicia, walka,
ucieczka, kogoś ratowanie, porywanie, a potem od nowa. Brakowało mi tu punktu
zwrotnego, czegoś szokującego, działania, które by posunęło akcję do przodu.

Drugi tom pozostawił po sobie niedosyt, ale również ogrom wątpliwości,
które miała rozwiązać trzecia część serii.


Ocena: 6/10


*Cytaty z książki:

"(...) milczenie potrafi złamać człowieka szybciej niż pytania."

"Jeśli coś można sobie wyobrazić to znaczy, że istnieje prawdopodobieństwo,
że to coś się urzeczywistni. Jesteśmy ulepieni z prawdopodobieństw."

„-Mówisz o ludziach jak o hodowlanym bydle - zauważyłam cicho. -Bydło jest po to,
żeby je jeść. Nie bawisz się z krowami i świniami. Ludzie są bardziej jak lalki. Wkłada
im się różne ubranka i się nimi poniewiera. Eksperymentuje na tysiące różnych
sposobów.

"Najważniejsze jest serce(...). Ciało się załamuje, gdy serce się załamuje. Nawet pies
może umrzeć z rozpaczy."

Przeczytane w ramach wyzwań:

-Grunt to okładka
-Rekord

wtorek, 26 sierpnia 2014

"Inny wiatr" (recenzja)


*"Śmierć zrywa wszystkie więzi."

Tytuł: Inny wiatr
Autor: Ursula K. Le Guin
Seria: Ziemiomorze tom 6
Ilość stron: 240
Kategoria: fantastyka


Wszystko kiedyś się zmienia, również tak cudowna, magiczna kraina jaką
jest Ziemiomorze. Po latach oczekiwań na tronie krain zachodnich zasiadł mądry
władca, w szkole magii na Roke nie ma już Arcymaga, a ludzi zaczynają nawiedzać
dziwne sny. Sny z mrocznej krainy zmarłych. Co one zwiastują? Odpowiedź na
to pytanie odmieni wszystkich.

Kogo więc "zaserwowała" czytelnikom Ursula K.Le Guin w ostatnim tomie
swojej kultowej serii? Otóż całą śmietankę towarzyską Ziemiomorza! Nie
zabrakło tu Geda, od którego wszystko się zaczęło, Tenar - dawnej Kapłanki
z Atuanu, jej córki Tehanu - pokrzywdzonego przez złych ludzi dziecka, które
stało się kobieto-smokiem i oczywiście mojego ulubieńca - księcia Arrena,
a obecnie władcy Ziemiomorza. Tak cudownie dobrane towarzystwo i kilka
dodatkowych postaci sprawiło, że ze łzami w oczach kończyłam czytać
ostatni tom.



Ursula K.Le Giun nie należy do tych autorów, co koniecznie chcą
wciągnąć czytelnika w swój świat. U powyższej pisarki wszystko jest naturalne,
każdy moment, każdy bohater ma swoje miejsce i odpowiedni czas. Nic nie jest
robione na siłę, przez co podczas czytania doznaje się czegoś w rodzaju błogostanu.
Nie należy się więc spodziewać zawrotnego tempa akcji, ale na nudę też nie liczcie.
"Inny wiatr" osiągnął stan pomiędzy, Równowagę, o której tak często wspominała
autorka w swoim cyklu. To przedziwny efekt, z którym spotkałam się tylko
podczas czytania Ziemiomorza.

Najbardziej cenną rzeczą jest tu jednak mądrość, która wylewa się z każdej strony,
każdego słowa. "Inny wiatr" pobił pod tym względem wszystkie poprzednie
tomy. Tego się nie spodziewałam. Nie brakuje tu tematu miłości,
zwłaszcza tej matczynej, dorastania i samodzielności, ale przede wszystkim śmierci.
Na tym ostatnim opiera się cały problem, z którym muszą borykać się bohaterowie.
To umarli wołają zza grobu, to mroczna, sucha i martwa kraina śni się
ludziom, nie dając im wytchnienia, to do śmierci przybliża się każdy, kto marzy o
zachowaniu na wieczność swojego ciała, to pragnienie nieśmiertelności wszczęło
konflikt między człowiekiem, a smokiem.

Zakończenie przygody z ukochanymi bohaterami uważam za jak najbardziej udane.
Nie zabrakło uśmiechu, nie zabrakło łez, ale w końcu pożegnania bywają smutne i
bolesne, mimo że kryją w sobie coś pięknego i cennego. Cykl Ziemiomorze
polecam wszystkim, którzy kochają prawdziwe powieści fantasy.

Ocena: 9/10



*cytat z recenzowanej książki

Przeczytane w ramach wyzwań:
-Rekord
-Czytam fantastykę (sierpień)
-Z półki

niedziela, 24 sierpnia 2014

"Harry Potter i Insygnia Śmierci" (recenzja)




Tytuł: Harry Potter i Insygnia Śmierci
Autor: J.K. Rowling
Seria: Harry Potter tom 7
Wydawnictwo: Media Rodzina
Data wydania: 2008
Ilość stron: 782
Kategoria: fantastyka


Koniec dobroci. Czas wziąć sprawy w swoje ręce. Harry postanawia
opuścić Hogwart, który po śmierci Dumbledora przestał być najbezpieczniejszym
miejscem w świecie czarodziei. W dodatku zmarły dyrektor szkoły powierzył
mu ważne zadanie. Jeśli młody Potter zawiedzie - zginie, a wraz z nim
wszyscy, których kocha.

Wszystko ma swój koniec, nawet seria o młodym, zdolnym i odważnym
czarodzieju, którego pokochały miliony. Smutno mi, bo muszę rozstać się
z książkowymi przyjaciółmi, od których nauczyłam się, jak wygląda
prawdziwa przyjaźń, odwaga i poświęcenie. Fakt, że ostatni tom niesamowicie
mi się podobał, tylko pogarsza sprawę.



Obstawiałam, że tempo akcji przyśpieszy dopiero pod sam koniec - moja
pierwsza pomyłka. Ani przez chwilę się nie nudziłam! Z nosem w
książce śledziłam poczynania zarówno Harrego jak i Voldemorta, kibicując
raz jednemu, raz drugiemu. Ostatni tom przesiąknięty jest cierpieniem, bólem i
śmiercią, dlatego też w jednym momencie chciałam mentalnie udusić panią
Rowling... Zrobiła coś niewybaczalnego. :(

Skoro to ostatni tom, to wypadałoby coś powiedzieć o okładkach. Jak dla
mnie są one bowiem niesamowite. Oddają klimat powieści, nawiązują do treści,
nie są przesadzone. Mistrzostwo!  Na koniec pozostaje mi tylko dodać, że seria o
Harrym Potterze do końca życia pozostanie w moim sercu i pewnie jeszcze nie
raz do niej wrócę, bo jest ona po prostu magiczna.

P.S.: Dziękuję kochanej Oli za wypożyczenie mi wszystkich tomów. :)


Ocena: 9/10


Przeczytane w ramach wyzwań:
-Rekord
-Czytam fantastykę (lipiec)
-Grunt to okładka (lipiec)

piątek, 22 sierpnia 2014

"Pocałunek łowcy" (recenzja)

Znowu znikłam na długi czas. Wakacje uciekają, a ja totalnie leżę z książkami.
Miałam czytać, a wyszło jak zawsze. Niewiele odpoczęłam. Przeżyłam
przeprowadzkę i remont nowego mieszkania. Potem wyjazd na wieś.
A jak się ma co robić, to książki odchodzą na drugi plan. Osobnego wpisu z
premierami kinowymi na sierpień już nie opłaca się robić, więc od razu przejdę
do zaległej recenzji.



Tytuł: Pocałunek Łowcy
Autor: Marjorie M. Liu
Wydawnictwo: AMBER
Data wydania:  2010
Ilość stron: 328
Kategoria: fantastyka

Nazywa się Maxine Kiss, ale nie dajcie się zwieść pozorom. Ta dziewczyna nie
ma nic wspólnego z typowymi nastolatkami XXI wieku. Tak naprawdę ma
również niewiele wspólnego z... człowieczeństwem. Jej ciało za dnia pokrywają
tatuaże - niezniszczalna zbroja, gotowa ochronić ją przed każdą bronią. Nocą
ciemne kształty ożywają i stają się jej strażnikami - niepokonanymi demonami,
Chłopcami, przyjaciółmi, jedyną rodziną. Zadaniem Maxine jest zwalczanie
pasożytów z umysłów śmiertelników. Zwalczanie pewnej odmiany demonów,
które żywią się bólem i cierpieniem. Zabijanie ich było dla niej bułką z masłem...
do czasu, gdy zaczęła odkrywać nową prawdę o sobie i istotach, które ją otaczają.
Od tamtego momentu wszystko się zmieniło.


Przed sięgnięciem po książkę zastanawiałam się, dlaczego ma ona tak niską
ocenę na różnych portalach czytelniczych. Co mają jej do zarzucenia czytelnicy?
Pomysł przecież świetny! Ostatnia Łowczyni Demonów odziedzicza po
śmierci matki ciemne tatuaże, które - paradoksalnie - również są demonami.
Z nieznanego powodu od tysięcy lat bronią one swoich właścicielek zabijając
swoich pobratymców. Już samo to jest dla czytelnika sporą zagadką.

Autorka nie postawiła sobie nisko poprzeczki. Postanowiła, że wymyśli
coś oryginalnego, co zaciekawi czytelnika. Przykład? - ZOMBIE. Tutaj nie są to
żywe trupy, a ludzie opętani przez demony. Nasz świat nie jest jedynym światem
żywych istot, a do innych można w pewien sposób przeniknąć. Główna bohaterka
jest dorosłą, pewną siebie kobietą, której nie w głowie trójkąciki miłosne. Ma
swojego faceta, który wcale nie jest śmiertelnikiem (NIE CZYTAJCIE
DURNYCH PRZYPISÓW NA OKŁADCE!), kocha go i nie ma zamiaru
go zdradzać.



Kolejna rzecz, która mi się spodobała, to brak długaśnych monologów (które
można spotkać np. w HP), kiedy to wróg pod koniec powieści wyjaśnia
głównemu bohaterowi cały sposób i powód swego działania. Tutaj tego nie ma.
Akcja jest wartka, dlatego trzeba trochę pomyśleć nad tym, co się czyta i
jaki to ma sens. Nie dostaniecie tu niczego podanego prosto jak na talerzu.
Dlatego też nieuważni czytelnicy mogą się szybko pogubić.

Jest jednak jeden minus tej książki. Bohaterów w niej nie brakuje, ale tylko
niewielka ich część jest dobrze dopracowana. Maxine wykreowana została świetnie,
jeszcze lepiej jej Ochroniarze-Demony, czyli Zee, Raw, Aaz, Dek i Mal.
Małe czarne jak smoła istoty, z ostrymi kolcami, czerwonymi jak rubiny oczami,
gorące jak wulkan, najniebezpieczniejsza broń we wszechświecie, a za
razem świetni przyjaciele uwielbiający stare piosenki, pluszowe misie,
kije i czapki bejsbolowe. Tak niezwykli, tak cudowni i tajemniczy, że
pokochałam ich od pierwszych stron. Gdyby reszta bohaterów była równie
dobrze dopracowana, byłabym na maxa zachwycona.  Mimo tej jednej wady
- polecam gorąco :)


Ocena 8/10


Cytaty:

"Tak łatwo zbudować iluzję. Zwłaszcza gdy ludzie boją się prawdy."

"Spodziewaj się niespodziewanego, bo niespodziewane na pewno będzie się
spodziewało ciebie."

"Pewność siebie to podstawa, jeśli chcesz wszędzie czuć się jak u siebie w domu.
I nieważne, jak elitarne lub jak wymyślne jest to miejsce. Lub jak nędzne."
- cytat,
który pomógł mi przetrwać przeprowadzkę

"Życie to sztuka, która czasami wymaga nieugiętej, nieustępliwej determinacji."

Przeczytane w ramach wyzwań:
-Rekord (czerwiec)
-Czytam fantastykę (czerwiec)

środa, 30 lipca 2014

"Córka Laguny" (recenzja)




*"Gdy szczury uciekną z miasta,zważcie sami A książki się zamkną pod
lwimi łapami. Wtedy Czarnej Śmierci ożyją nasiona. A dawny wróg znowu
podniesie z kolana. Gdzie nasz syn uczony? Kimże Zaginiona Dziecina
Laguny spod fal wyniesiona, Aby nas ocalić od zdrajcy knowania? Wiedza ta w
Kościanym Sądzie tkwi schowana."




Tytuł: Córka Laguny
Autor: Michelle R. Lovric
Wydawnictwo: Jaguar
Data wydania: 2010
Ilość stron: 440
Kategoria: literatura dziecięca/fantastyka


Nastały dziwne czasy na świecie, ale najdziwniejsze rzeczy miały się dopiero
zacząć w Wenecji. Do tego miasta zawitała Teo. Od zawsze pragnęła je odwiedzić,
czując że do niego należy, że to jej dom. Niestety zaczęło się w nim robić
niebezpiecznie; podniósł się poziom wód, z fal wynurzyły złowieszcze macki,
a bezlitosne rekiny, niczym plaga, opanowały kanały. Rodzimi mieszkańcy dobrze
wiedzą, że coś takiego już się kiedyś wydarzyło... i omal nie przyniosło miastu zguby.
Czy historia zatoczy koło? Jaką rolę odegra tu młoda Teodora?

Wenecja - muzeum na otwartej przestrzeni. Miasto zabytek. Piękne i
tajemnicze. Dla zwykłych ludzi idealne miejsce na romantyczny wyjazd... tak
naprawdę to tylko jedno jego oblicze. Co kryje się Pod Podszewką? -Drugi
świat pełen duchów patrolujących ulice, syren zamieszkujących jaskinie,
ogromnych, skrzydlatych kotów, żywych posagów i wielu, wielu innych cudów.
Wenecja jest tu ukazana jako miasto zrodzone z magii i dziwów. Równie piękne,
co niebezpieczne. Wielbiciele fantastyki będą niewątpliwie zachwyceni.



Wielu starszych czytelników odstrasza zapewne fakt, że główna bohaterka jest
dzieckiem - ma tylko jedenaście lat, ale bez obaw. Dziewczynka ma sporo oleju
w głowie, w dodatku towarzyszy jej całkiem sympatyczny (choć początkowo
zadufany w sobie) wenecjanin - Renzo. Obydwoje są świetnie dopracowanymi
charakterami, które polubiłam od pierwszych stron. Jeśli chodzi o mroczne
postaci - również ich nie brakuje. Większość z nich została odtworzona z
prawdziwej historii Wenecji, choćby taki Rzeźnik Biasio, który rzeczywiście
gotował kiedyś potrawki z dzieci i sprzedawał ją klientom. Taka tam książka dla
dzieciaków. Co nie? :D

Ponoć jest to debiut Michelle R. Lovric - skoro tak, to muszę przyznać, że
kobieta ma ogromny talent. Stworzyła niesamowitą powieść-baśń o Wenecji,
która swoją akcją zaskoczy nie tylko dziecko, ale również nastolatka, a może i
dorosłego. Pomysł na pewno oryginalny, klimat nie do podrobienia, ciekawa
fabuła... czego chcieć więcej?

Jeżeli sami nie jesteście do niej przekonani, to podsuńcie ją swoim pociechom.
Nie obiecuję, że będą po "Córce Laguny" spać spokojnie, ale jestem pewna, że
książka dostarczy im niezapomnianych wrażeń.


Ocena: 7/10


*Cytaty z książki:

"A ludzie okrutni i głupi nienawidzą mądrych."



Przeczytane w ramach wyzwań:
-Rekord
-Czytam fantastykę (czerwiec)
-Grunt to okładka (czerwiec)
-Z półki

środa, 23 lipca 2014

"Julia i Miasto" (recenzja)




*"-wiesz kto jest na tym świecie
prawdziwym bogaczem? Ten, kto umie się
cieszyć, z tego co ma i który potrafi pojąć prawdziwą wartość rzeczy."

Tytuł: Julia i Miasto
Autor: Dorota Bałuszyńska-Srebro
Wydawnictwo: Ambaje
Data wydania: 2013
Ilość stron: 256
Kategoria: literatura młodzieżowa

Julia. Niepozorna, młoda Julia wyrusza do Krakowa na studia. Wyrusza do miasta
wraz ze swoimi kompleksami, obawami, ambicjami... i nagle okazuje się, że nic
nie jest takie jakie miało być. Kraków nie jest zwykłym miastem - jest przesiąknięty
przedziwną magią, pełen intryg i niebezpiecznych osób. Tak więc i Julia zaczyna
odczuwać w sobie dziwne zmiany, widzieć rzeczy, o których nie miała pojęcia.
Żeby tego było mało, wplątuje się w skomplikowaną intrygę trwająca już od
XV wieku.

Z autorką "Julii i miasta" już raz się spotkałam - przy "Imirze". Wtedy
przeżyłam niesamowitą przygodę z młodym, odważnym, pewnym siebie księciem.
Jak było tym razem? Niestety już nie tak ciekawie.

 Zacznę może od tego, że główna bohaterka totalnie nie przypadła mi do gustu.
Poznałam ją jako ciamajdę, taką czarną owcę, zagubioną w sobie, nie wiedzącą
czego pragnie... i niestety dla mnie do końca pozostała po części taką ofiara losu.
Początkowo miała bzika na punkcie jedzenia, dlatego też pierwsze strony książki
zapisane są głównie w tym temacie. Kto co lubi... Kolejna rzecz, która mnie
w niej strasznie irytowała to jej braki wiedzy, np. - dziewczyna na studiach
nie wiedziała co to jest ekliptyka, a przecież to zagadnienie z podstawówki. Paradoksalnie
Julia nie miała jednak problemu z zapamiętywaniem czegoś, np. - dat, albo
jeszcze lepiej - dokładnego kształtu gwiazdozbioru, mimo że go tylko raz na oczy
widziała. Ostatnia rzecz (niestety kolejna wada) - dawno nie czytałam o tak
naiwnej, dorosłej dziewczynie, która prawie każdej spotkanej osobie wyjawiała
ważny sekret, którego przecież miała strzec...a nie o nim wszystkim rozpowiadać.

Pomimo wad głównej bohaterki, nie można powiedzieć, że jest ona słabo
dopracowanym charakterem. O nie! Niestety to głównie na niej skupiła się autorka
i resztę postaci potraktowała po macoszemu. Brak reszcie jakiś wyjątkowych
cech, dlatego bardzo łatwo ich pomylić, a jest ich naprawdę od groma - no właśnie,
dlaczego? Nie odgrywają oni jakiejś większej roli. Są, bo są.

Kolejny (ups!) poważny zarzut to brak spójności w fabule, co doprowadziło do tego,
że książka staje się czasami męcząca. Miałam wrażenie, że autorka wpadła na
ciekawy pomysł dopiero w połowie książki i postanowiła go rozwinąć. A może
miała kilka pomysłów, chciała wszystkie wykorzystać, stworzyć  mądra,
magicznąpowieść o poszukiwaniu swojego "Ja", ale za dużo się tego nazbierało i
wszystko wyszło po prostu słabo. W książce pojawiły się również błędy - głównie
interpunkcyjne, albo pojawiające się w przypisach np. w nazwisku Władmir
Sołouchin (a być powinno WŁADIMIR - str. 121), ale to już chyba wina
wydawnictwa.


No dobrze, ale co mi się w takim razie spodobało? - ciekawy wątek który
pojawił się w połowie książki, owa intryga, w którą została wplątana Julia.
Mowa o Kalendarzu, dzięki któremu można było zaplanować lub zmienić losy
świata. Całkiem fajny pomysł. Od razu rzuciło mi się w oczy, że akurat o
kalendarzach autorka ma przeogromną wiedzę i dobrze, że wykorzystała ją
w książce. Poruszanie tematu Boga to też nie lada wyzwanie, ale za skrytykowanie
postawy typowej "katolickiej" rodziny należą się jej brawa. Jak najbardziej
trafne spostrzeżenia. Plusem jest również wątek z górami - autorce udało się
oddać ich magię, wytłumaczyć w dość ciekawy sposób, dlaczego tak
przyciągają ludzi. Wielu zaciekawić może również pewna koncepcja, która
najwyraźniej wyszła spod pióra powyższej autorki - że rzeczywistość istnieje
bez czasu, a przeszłość miesza się z teraźniejszością i przyszłością. No i ostatnia
rzecz, która chyba mi się najbardziej spodobała, a mianowicie - pomysł na cenę
za książkę. Także uważajcie na horrory, bo za zakup horroru płacicie swoim
bezpieczeństwem. Co ja oddałam za tę książkę? - na pewno Ogrom
Czasu. Czy dokonałam dobrej wymiany?  tego sama do końca nie jestem pewna.

Ocena: 5/10

*Cytaty z książki:

"Świadomość - oto klucz do prawdziwej wiary."

"Kobieta to delikatność, wyczucie, poświęcenie, wrażliwość."

"Chrześcijanin musi być elastyczny, nie skostniały."

"Niespełniona miłość ciągnie się długą smugą."


Przeczytane w ramach wyzwań:
-Rekord
-Grunt to okładka

sobota, 19 lipca 2014

Kącik filmowy


Oooo matko, ale się to wszystko wydłużyło. Wybaczcie moją nieobecność,
ale miałam przeprowadzkę i durny remont. Ledwo żyję, jeszcze nie wszystko skończone,
ale wracam do Was z troszkę spóźnionymi premierami na lipiec. Szczerze
mówiąc niewiele mądrego w kinie leci, więc nie straciliście dużo. Wybrałam jednak
kilka takich najciekawszych... może któreś się Wam spodobają.




Tytuł: Zbaw nas ode złego
Reżyseria: Scott Derrickson
Gatunek: Horror/Kryminał
Premiera: 4 lipca 2014 (Polska)
ZWIASTUN

"Policjant z Nowego Jorku bada serię przestępstw. Pomaga mu znający się na
egzorcyzmach ksiądz."
- Znacie Erica Bana z filmu "Troja" - grał tam Hektora. Tą rolą
zdobył moje serce, dlatego jestem ciekawa, jak wypadł tutaj. :)



Tytuł: Zacznijmy od nowa
Reżyseria: John Carney
Gatunek: Dramat/Komedia/Muzyczny
Premiera: 4 lipca 2014 (Polska)
ZWIASTUN

"Przygnębiony producent muzyczny rozpoczyna współpracę z młodą piosenkarką."
-
a tu mamy znowu Keirę ;) Ciekawi mnie, dlaczego przy gatunku napisali DRAMAT...
czyżby komedia wyciskacz łez w jednym? :D



Tytuł: Ewolucja planety małp
Reżyseria: Matt Reeves
Gatunek: Dramat/Akcja/Sci-Fi
Premiera: 11 lipca 2014 (Polska)
ZWIASTUN

"Grupa ocalałych ludzi toczy bój z inteligentnymi małpami, które starają się
zdominować planetę."
- i to jest ten jeden z nielicznych filmów w tym miesiącu,
który naprawdę mam ochotę zobaczyć.




Tytuł: Step Up: All In
Reżyseria: Trish Sie
Gatunek: Melodramat/Muzyczny
Premiera:  18 lipca 2014 (Polska)
ZWIASTUN

"Uczestnicy turniejów tanecznych z poprzednich części serii stają do rywalizacji
we wnętrzach luksusowego hotelu Valhalla w Las Vegas." - kolejny taneczny
film, dla zainteresowanych. :) Niestety tradycyjnie fabuła oklepana i niczym się
nie różni od poprzednich...




Tytuł: Hercules
Reżyseria: Brett Ratner
Gatunek: Przygodowy
Premiera:     25 lipca 2014 (Polska)
ZWIASTUN

"Herkules, grecki półbóg, razem z towarzyszami zostaje wynajęty przez króla Tracji,
aby szkolił jego armię."
- i drugi film, na który mam ochotę :D Niby przygodowy,
ale chyba trochę ma z komedii. Coś w stylu "Starcia Tytanów" ale w wersji zabawniejszej. :)
Może być ciekawie.


wszystkie opisy filmów pochodzą ze strony filmweb.pl
.