sobota, 14 maja 2016

"Meteoryt" - recenzja



Tytuł: "Meteoryt"
Autor: A. G. Taylor
Wydawnictwo: Akapit Press
Data wydania: 2010
Ilość stron: 280
Kategoria: literatura młodzieżowa, science fiction


"Meteoryt uderzył w ziemię, rozprzestrzeniając śmiertelny wirus. Są tysiące ofiar. Ocaleni Sara i Robert odkrywają u siebie dziwne efekty uboczne - zdolności parapsychologiczne. To powoduje, że stają się celem HYDRY, niebezpiecznej międzynarodowej agencji, która z determinacją próbuje zrobić z nich szczury laboratoryjne. Uczyniła to już z innymi schwytanymi - niezwykłymi dziećmi, które potrafią za pomocą własnego umysłu zapanować nad ogniem, stworzyć burzę czy rozerwać stal. Mają szansę pokonać HYDRĘ... pod warunkiem, że będą współpracować." - źródło



Zachęcona dość ciekawym opisem i tytułem, bo związanym z jedną z moich ulubionych dziedzin - astronomią, z wielkim zapałem zabrałam się za czytanie "Meteorytu". Okładka może nie wydawała się zachęcająca, za to duża czcionka wewnątrz stała się wybawieniem dla moich oczu. Tak, niewątpliwie była to lektura, którą łatwo mi się czytało. 

Już na początku z czymś książka zaczęła mi się kojarzyć. Ma w sobie coś z "Więźnia labiryntu", "Mrocznych umysłów", "X-mena"... tylko z jednym "ale" - jest banalnie napisana i wydaje się przeznaczona dla dzieci z podstawówki. Niestety, ale da się to już zauważyć na samym początku, poprzez rozmowy dwójki głównych bohaterów - Sary i Roberta.


Jeśli już o bohaterach mowa, to niestety znów muszę się pożalić. Baaaardzo stereotypowi - czarno-biali. Jakby autorowi nie chciało się stworzyć wiarygodnych portretów psychologicznych. Jedyną postacią, która zasługuje na uznanie jest Sara - młoda aczkolwiek silna i pewna siebie bohaterka. Odwalała kawał dobrej roboty na przełomie całej akcji. Niestety reszta strasznie mnie irytowała swoją słabością. Rozumiem, że dzieci itd... ale czy chociaż dorośli nie mogli być na poziomie? 

Pomysł na powieść uważam za całkiem fajny. Szkoda tylko, że tak słabo dopracowany. Meteoryty powoduje śmiertelną chorobę u większości ludzi, u wybranych dodatkowe zdolności (stąd też mamy do czynienia z małymi mutantami rodem z "X-mena"). Nie jest wyjaśnione czemu tak się dzieje dokładnie. Twórca nie zwraca uwagi też na ciekawe miejsca, które można by było dokładniej opisać np. laboratorium HYDRY. Co do akcji - nie mam zastrzeżeń, poza tym, że była dość przewidywalna, ale przynajmniej dynamiczna. Książkę można przeczytać spokojnie w ciągu jednego dnia. 

Niestety z bólem serca muszę przyznać, że nie jest to lektura najwyższych lotów. Może spodoba się młodszym czytelnikom, albo tym niewymagającym od autora zbyt wiele. Mnie nie urzekła i nie męczyła, ale kolejnych części na pewno nie przeczytam. 

Ocena: 4/10

5 komentarzy:

  1. Myślałam, że będzie lepiej. Szkoda :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Już myślałam, że przeczytam recenzję genialnej książki, a tu klops. A szkoda, że zapowiadało się ciekawie. Nie lubię mdłych postaci. :(
    Pozdrawiam!
    #Ivy z Bluszczowych Recenzji

    PS. Witaj z powrotem! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Gatunek SF nigdy nie był moją mocną stroną ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hydra - powiało mi Kapitanem Ameryką ;D Generalnie: coś o tej książce obiło mi się o uszy, ale nie przeczuwałam tu niczego dobrego. Generalnie żal jest jak pomysł jest dobry, a autor to spieprzy i napisze banalnie, ignorując ciekawe wątki. Ja na przykład od porządnego sci-fi wymagam jednego: masz super wirusa? nadprzyrodzone moce? Dziwnego stwora? To na dokładkę opis co jak i dlaczego. Tak dla fanki wszelkiej nauki XD
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. OJ, chyba lektura na tym poziomie by mi nie odpowiadała :)

    OdpowiedzUsuń

~~~~~~~~~~~~~~~~ Gratuluję dobrnięcia do końca! ~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Zostaw po sobie ślad; opinię, refleksję, która nie będzie składać się jedynie ze zwrotów typu: "Ciekawe, przeczytam/obejrzę", "Nie moje gusta" itp. Będę bardzo wdzięczna. :)

.