Tytuł: Inny wiatr Autor: Ursula K. Le Guin Seria: Ziemiomorze tom 6 Ilość stron: 240 Kategoria: fantastyka
Wszystko kiedyś się zmienia, również tak cudowna, magiczna kraina jaką jest Ziemiomorze. Po latach oczekiwań na tronie krain zachodnich zasiadł mądry władca, w szkole magii na Roke nie ma już Arcymaga, a ludzi zaczynają nawiedzać dziwne sny. Sny z mrocznej krainy zmarłych. Co one zwiastują? Odpowiedź na to pytanie odmieni wszystkich.
Kogo więc "zaserwowała" czytelnikom Ursula K.Le Guin w ostatnim tomie swojej kultowej serii? Otóż całą śmietankę towarzyską Ziemiomorza! Nie zabrakło tu Geda, od którego wszystko się zaczęło, Tenar - dawnej Kapłanki z Atuanu, jej córki Tehanu - pokrzywdzonego przez złych ludzi dziecka, które stało się kobieto-smokiem i oczywiście mojego ulubieńca - księcia Arrena, a obecnie władcy Ziemiomorza. Tak cudownie dobrane towarzystwo i kilka dodatkowych postaci sprawiło, że ze łzami w oczach kończyłam czytać ostatni tom.
Ursula K.Le Giun nie należy do tych autorów, co koniecznie chcą wciągnąć czytelnika w swój świat. U powyższej pisarki wszystko jest naturalne, każdy moment, każdy bohater ma swoje miejsce i odpowiedni czas. Nic nie jest robione na siłę, przez co podczas czytania doznaje się czegoś w rodzaju błogostanu. Nie należy się więc spodziewać zawrotnego tempa akcji, ale na nudę też nie liczcie. "Inny wiatr" osiągnął stan pomiędzy, Równowagę, o której tak często wspominała autorka w swoim cyklu. To przedziwny efekt, z którym spotkałam się tylko podczas czytania Ziemiomorza.
Najbardziej cenną rzeczą jest tu jednak mądrość, która wylewa się z każdej strony, każdego słowa. "Inny wiatr" pobił pod tym względem wszystkie poprzednie tomy. Tego się nie spodziewałam. Nie brakuje tu tematu miłości, zwłaszcza tej matczynej, dorastania i samodzielności, ale przede wszystkim śmierci. Na tym ostatnim opiera się cały problem, z którym muszą borykać się bohaterowie. To umarli wołają zza grobu, to mroczna, sucha i martwa kraina śni się ludziom, nie dając im wytchnienia, to do śmierci przybliża się każdy, kto marzy o zachowaniu na wieczność swojego ciała, to pragnienie nieśmiertelności wszczęło konflikt między człowiekiem, a smokiem.
Zakończenie przygody z ukochanymi bohaterami uważam za jak najbardziej udane. Nie zabrakło uśmiechu, nie zabrakło łez, ale w końcu pożegnania bywają smutne i bolesne, mimo że kryją w sobie coś pięknego i cennego. Cykl Ziemiomorze polecam wszystkim, którzy kochają prawdziwe powieści fantasy. Ocena: 9/10
Tytuł: Harry Potter i Insygnia Śmierci Autor: J.K. Rowling Seria: Harry Potter tom 7 Wydawnictwo: Media Rodzina Data wydania: 2008 Ilość stron: 782 Kategoria: fantastyka
Koniec dobroci. Czas wziąć sprawy w swoje ręce. Harry postanawia opuścić Hogwart, który po śmierci Dumbledora przestał być najbezpieczniejszym miejscem w świecie czarodziei. W dodatku zmarły dyrektor szkoły powierzył mu ważne zadanie. Jeśli młody Potter zawiedzie - zginie, a wraz z nim wszyscy, których kocha.
Wszystko ma swój koniec, nawet seria o młodym, zdolnym i odważnym czarodzieju, którego pokochały miliony. Smutno mi, bo muszę rozstać się z książkowymi przyjaciółmi, od których nauczyłam się, jak wygląda prawdziwa przyjaźń, odwaga i poświęcenie. Fakt, że ostatni tom niesamowicie mi się podobał, tylko pogarsza sprawę.
Obstawiałam, że tempo akcji przyśpieszy dopiero pod sam koniec - moja pierwsza pomyłka. Ani przez chwilę się nie nudziłam! Z nosem w książce śledziłam poczynania zarówno Harrego jak i Voldemorta, kibicując raz jednemu, raz drugiemu. Ostatni tom przesiąknięty jest cierpieniem, bólem i śmiercią, dlatego też w jednym momencie chciałam mentalnie udusić panią Rowling... Zrobiła coś niewybaczalnego. :(
Skoro to ostatni tom, to wypadałoby coś powiedzieć o okładkach. Jak dla mnie są one bowiem niesamowite. Oddają klimat powieści, nawiązują do treści, nie są przesadzone. Mistrzostwo! Na koniec pozostaje mi tylko dodać, że seria o Harrym Potterze do końca życia pozostanie w moim sercu i pewnie jeszcze nie raz do niej wrócę, bo jest ona po prostu magiczna.
P.S.: Dziękuję kochanej Oli za wypożyczenie mi wszystkich tomów. :) Ocena: 9/10
Znowu znikłam na długi czas. Wakacje uciekają, a ja totalnie leżę z książkami. Miałam czytać, a wyszło jak zawsze. Niewiele odpoczęłam. Przeżyłam przeprowadzkę i remont nowego mieszkania. Potem wyjazd na wieś. A jak się ma co robić, to książki odchodzą na drugi plan. Osobnego wpisu z premierami kinowymi na sierpień już nie opłaca się robić, więc od razu przejdę do zaległej recenzji.
Tytuł: Pocałunek Łowcy Autor: Marjorie M. Liu Wydawnictwo: AMBER Data wydania: 2010 Ilość stron: 328 Kategoria: fantastyka
Nazywa się Maxine Kiss, ale nie dajcie się zwieść pozorom. Ta dziewczyna nie ma nic wspólnego z typowymi nastolatkami XXI wieku. Tak naprawdę ma również niewiele wspólnego z... człowieczeństwem. Jej ciało za dnia pokrywają tatuaże - niezniszczalna zbroja, gotowa ochronić ją przed każdą bronią. Nocą ciemne kształty ożywają i stają się jej strażnikami - niepokonanymi demonami, Chłopcami, przyjaciółmi, jedyną rodziną. Zadaniem Maxine jest zwalczanie pasożytów z umysłów śmiertelników. Zwalczanie pewnej odmiany demonów, które żywią się bólem i cierpieniem. Zabijanie ich było dla niej bułką z masłem... do czasu, gdy zaczęła odkrywać nową prawdę o sobie i istotach, które ją otaczają. Od tamtego momentu wszystko się zmieniło.
Przed sięgnięciem po książkę zastanawiałam się, dlaczego ma ona tak niską ocenę na różnych portalach czytelniczych. Co mają jej do zarzucenia czytelnicy? Pomysł przecież świetny! Ostatnia Łowczyni Demonów odziedzicza po śmierci matki ciemne tatuaże, które - paradoksalnie - również są demonami. Z nieznanego powodu od tysięcy lat bronią one swoich właścicielek zabijając swoich pobratymców. Już samo to jest dla czytelnika sporą zagadką.
Autorka nie postawiła sobie nisko poprzeczki. Postanowiła, że wymyśli coś oryginalnego, co zaciekawi czytelnika. Przykład? - ZOMBIE. Tutaj nie są to żywe trupy, a ludzie opętani przez demony. Nasz świat nie jest jedynym światem żywych istot, a do innych można w pewien sposób przeniknąć. Główna bohaterka jest dorosłą, pewną siebie kobietą, której nie w głowie trójkąciki miłosne. Ma swojego faceta, który wcale nie jest śmiertelnikiem (NIE CZYTAJCIE DURNYCH PRZYPISÓW NA OKŁADCE!), kocha go i nie ma zamiaru go zdradzać.
Kolejna rzecz, która mi się spodobała, to brak długaśnych monologów (które można spotkać np. w HP), kiedy to wróg pod koniec powieści wyjaśnia głównemu bohaterowi cały sposób i powód swego działania. Tutaj tego nie ma. Akcja jest wartka, dlatego trzeba trochę pomyśleć nad tym, co się czyta i jaki to ma sens. Nie dostaniecie tu niczego podanego prosto jak na talerzu. Dlatego też nieuważni czytelnicy mogą się szybko pogubić.
Jest jednak jeden minus tej książki. Bohaterów w niej nie brakuje, ale tylko niewielka ich część jest dobrze dopracowana. Maxine wykreowana została świetnie, jeszcze lepiej jej Ochroniarze-Demony, czyli Zee, Raw, Aaz, Dek i Mal. Małe czarne jak smoła istoty, z ostrymi kolcami, czerwonymi jak rubiny oczami, gorące jak wulkan, najniebezpieczniejsza broń we wszechświecie, a za razem świetni przyjaciele uwielbiający stare piosenki, pluszowe misie, kije i czapki bejsbolowe. Tak niezwykli, tak cudowni i tajemniczy, że pokochałam ich od pierwszych stron. Gdyby reszta bohaterów była równie dobrze dopracowana, byłabym na maxa zachwycona. Mimo tej jednej wady - polecam gorąco :)
Ocena 8/10
Cytaty:
"Tak łatwo zbudować iluzję. Zwłaszcza gdy ludzie boją się prawdy."
"Spodziewaj się niespodziewanego, bo niespodziewane na pewno będzie się spodziewało ciebie."
"Pewność siebie to podstawa, jeśli chcesz wszędzie czuć się jak u siebie w domu. I nieważne, jak elitarne lub jak wymyślne jest to miejsce. Lub jak nędzne." - cytat, który pomógł mi przetrwać przeprowadzkę
"Życie to sztuka, która czasami wymaga nieugiętej, nieustępliwej determinacji." Przeczytane w ramach wyzwań:-Rekord (czerwiec) -Czytam fantastykę (czerwiec)